Nic tak nie skłania do refleksji nad bardzo ważnymi sprawami w życiu jak rzyganie. Szczególnie gdy rzygasz najpierw co 15 minut a potem co jakieś 30 minut i tak przez pół dnia. W którymś momencie nawet nie miałem czym rzygać! Ileż przeróżnych rodzajów wymiocin potrafi człowiek wytworzyć. Różne smaki, kolory, gęstość, zapach, faktura, konsystencja... Dlaczego o tym mówię?
Bo nie mam o czym mówić! No ale mam chwilę czasu, napiszę o rzyganiu i będzie nowa notka na blogu. Nie można fanów tak zawodzić tyle czasu przecież. Wyrzygałem i wysrałem dziś z siebie chyba wszystko co się dało. Jestem czysty i jakoś lubię do tego dopisać ideologię nowego początku. Choć nie wiem czym miałby się przejawiać ten początek.
Jak ja się tu podpisywałem? Tygrys chyba.
Zaczęło mnie ostatnio zastanawiać czemu większość ludzi z którymi mam styczność reaguje dość negatywnie gdy ja komuś pomagam. Nie pojmuję tego. Ja mam ogromną satysfakcję gdy komuś pomogę, gdy czuję że dzięki mnie ktoś mógł uniknąć przykrości, lub miał szansę osiągnąć coś łatwiej dzięki mojej pomocy. Wydaje mi się że sam często potrzebuję pomocy, a przynajmniej, przydałaby mi się jakaś pomoc. Wiem że to dosyć idealistyczne podejście ale czyż nie było by fajnie gdyby ludzie sobie częściej pomagali?
No właśnie chyba nie, bo często gdy komuś pomogę, inni oceniają to następująco: "trzeba było zostawić, zasłużył" "Jakby zapłacił to by się nauczył" "poradziłby sobie sam". Nie pojmuję skąd ta niechęć do niesienia ludziom pomocy. Nie pojmuję też dlaczego tak lubimy dla odmiany obrzucać się nawzajem obelgami, arogancją i nieuprzejmościami.
Nie mówię że wszyscy ale mówię że jest to zauważalne. Nie bardzo to rozumiem.
Tak sobie myślałem i pomyślałem że coś napiszę bo mam takie widzimisię. Bo widzicie myślałem na przykład o takim sejfie, o szyfrach, o hasłach do stron internetowych i innych chronionych tajemnicach. Przy tych przemyśleniach na końcu pomyślałem o cwanej konkluzji z tą wspomnianą w tytule idealnością. Rozpisałbym się ale mi się nie chce. Może gdybym prowadził jakiegoś bloga i bym tam wrzucał nie napisane słowa a wypowiedziane i nagrane to może byście mieli załatwione godzinne monologi co tydzień lub dwa. Dałoby radę tego użyć jako bajki na dobranoc, o ile ktoś lubi mój głos a z tego co wiem to większość raczej uważa mój głos za irytujący.
Zszedłem z tematu. Myślałem o tych sejfach. Nad sensem idealnych zabezpieczeń. Najpierw wyobraźmy sobie ten sejf, wsadzamy do niego coś bardzo ważnego, coś czego zastąpić się nie da. Zamykamy sejf który jest zabezpieczony 6 cyfrowym szyfrem. No i co jak zapomnimy tego szyfru? Ano mamy parę możliwości. Pierwsza to podejście matematyczne i przejście przez każdą możliwą kombinację 6 cyfr. Ja ścisłym umysłem nie jestem i nie wiem ile to nam daje kombinacji, ale policzyłem na palcach i to chyba daje milion kombinacji. Chyba że zapomniałem że to jakieś cwane jest. No ale dajmy na to że mamy milion kombinacji i po kolei próbujemy każdej kombinacji od 000000 do 999999. Zajmie to zapewne mnóstwo czasu, oczywiście zalezy od tego jak szybko trafimy na tę prawidłową kombinację. Wiemy o co chodzi. Inna opcja to załatwić sobie stetoskop i jak w starych filmach czy tam kreskówkach ten sejf rozpracować słuchając jak koła zębate cykają. W sumie nie wiem czy tak się da ale powiedzmy że to jakaś opcja. A jak jesteśmy niecierpliwi to można sejf zepsuć. Na pewno nie jest to łatwe i też pewnie zajmie dużo czasu. Pomińmy zupełnie fakt że możemy zepsuć też przypadkiem zawartość sejfu. Zakładamy że tylko my pamiętaliśmy szyfr. Jak ktoś jeszcze inny go znał to możemy być uratowani. Właśnie. tu dochodzimy do czegoś ciekawego. Mieliście kiedyś kogoś w rodzinie kto ciągle zapominał PINu w telefonie, hasła do konta i wszelkich innych rzeczy? Ja tak. Taka osoba powierza swoje hasła i szyfry komuś zaufanemu żeby móc je odzyskać w przypadku gdy sama zapomni.
Wróćmy do sejfu. W zasadzie sejf ma chronić zawartość przed dostępem osób niepowołanych. Osoba powołana to taka, która zna szyfr. Jednak ludzie nie są idealni i mogą taki szyfr zapomnieć. Zapisując szyfr gdzieś jesteśmy narażeni na to że szyfr zamiast być przypomniany nam dostanie się w niepowołane ręce. A jak zapomnimy to jedyną szansą na odzyskanie czegoś co wepchnęliśmy do sejfu to wyciągnięcie tego czegoś siłą, co wymaga albo odpowiednich środków albo dużej ilości czasu albo i jednego i drugiego.
W końcu co to za sejf który można otworzyć byle czym i to w dodatku szybko?
Do czego zmierzam? Do idealnego sejfu. Takowy jeszcze na pewno nie istnieje. Mówię o sejfie który faktycznie mogłaby otworzyć TYLKO jedna osoba. Nie wiem jak. Czytanie w myślach? Linie papilarne? Cokolwiek. I nie ma nnego sposobu. Sejf jest absolutnie niezniszczalny i nie da się go oszukać. Jeśli nie ma osoby autoryzowanej, sejf się nie otworzy. Brzmi fajnie? Może. Ale co jeśli ktoś schowa tam coś co może uratować świat? I z jakiegoś powodu jedyna osoba która może sejf otworzyć nie może go otworzyć. Czytnik linii papilarnych? Osoba traci palce. Czytanie w myślach? Osoba umiera czy coś. A sejf jest na tyle genialny że nie da się go oszukać, nie da się obejść tego i nie da się tego zniszczyć. Ludzkość umiera. Czemu? bo sejf był idealny ale ludzie już nie.
Nie ma zabezpieczeń których nie da się obejść, nie ma hasła którego nie można odgadnąć, nie ma drzwi których nie da się wyważyć. Idealne zabezpieczenia miałyby prawo istnieć tylko wtedy gdyby również ludzie byli idealni. Wtedy nie byłoby sytuacji w której byłoby konieczne obejść jakieś zabezpieczenie. Spójrzmy choćby na hasła w internecie. Często żeby odzyskać hasło można odpowiedzieć na jakieś pytanie. to jest taka droga odwrotu w razie gdybyśmy zapomnieli. Z sejfami też chemy mieć drogę odwrotu. Jeśli popełnimy błąd, jeśli zapomnimy szyfru chcemy mieć możliwość uratowania tego co jest w środku.
W sumie jak mówimy o zabezpieczeniach to mi się od razu kojarzy antykoncepcja (wam nie?). I akurat w tym przypadku chyba fajnie byłoby gdyby to zabezpieczenie BYŁO idealne. W zasadzie my decydujemy czy z niej korzystamy czy nie. I tu też doszedłem do bardzo ciekawego wniosku. Przecież są idealne metody antykoncepcji. Wystarczy przecież sobie urwać jajka albo związać jajniki i po problemie ale (o ile sie nie mylę) nie ma metody skutecznej w 100% z której można zrezygnować. Nie ma drogi odwrotu. Zabezpieczenie idealne.
Dało mi to wiele do myślenia, nie wiem jak wam. Wszedzie dookoła można zauważyć konsekwencje tego że nie jesteśmy idealni. Drogi odwrotu, poduszki bezpieczeństwa na wypadek gdyby ktoś popełnił błąd. Nie ma też rzeczy idealnych, może dlatego że nie będąc idealnymi nie potrafimy, a może dlatego że nie chcemy, nie jesteśmy gotowi na idealne rzeczy? A jeśli nawet możemy skorzystać z czegoś idealnego pod pewnym względem płacimy za to ogromną cenę.
A chodzi mi o to że czuję że musze być pewniejszy siebie. To życie którego się tak boję chyba jednak nie jest takie złe i ja troszkę siebie, ludzi dookoła i otoczenie zbytnio demonizowałem. Coś mi ewidentnie odbiło i odczuwam zmianę. taką lekkość. Nagle poczułem że wszystko czego naprawde chcę i potrzebuje jest na miejscu a wszystko czego jeszcze nie mam a mieć chciałbym będę mógł mieć w przyszłości bo to czym dysponuje teraz zawiera w sobie potencjał zmian. Ale ja kręcę. Marszczę brwi, patrzę krzywo na monitor i czuję się jakbym patrzył na Ciebie chcąc spytać "czy ja jestem jakiś dziwny?".
Nie mam absolutnie żadnego pojęcia czy to zasługa przeglądarki, bloga czy niewiadomo czego jeszcze, ale wygląda na to że coś automatycznie mi robi akapity. W dodatku robi te akapity w naprawdę dobrych miejscach! Jestem naprawdę zaskoczony.
Zdecydowanie to co teraz czuję jest czymś w rodzaju jakiegoś stanu euforycznego. Muzyka ma na mnie zdecydowanie duży wpływ. Czuję się innym człowiekiem. Może nie bardziej pewnym siebie ale zdecydowanie szczęśliwszym. Widzę, dostrzegam i czuję że mam to czego pragnę.
Ojej. Ile się napisałem. jak się cieszę że wróciłem do pisania tego beznadziejnego bloga. szkoda że jego nazwa będąc jednocześnie nazwą fajną, jest nazwą która zawsze przypominać będzie o tym że w założeniach, ten blog miał wyglądać kapkę inaczej.
To wszystko na dziś. Życzę przyjemnego przestawiania się na zimowe temperatury.
A teraz no jestem zajęty pracą stąd moja nieobecność. I tak jestem bardziej aktywny niż współtwórcy bloga. Można nawet powiedzieć że jestem bardziej aktywni niż oni razem wzięci ale to byłoby trochę niesprawiedliwe z mojej strony używając takiego stwierdzenia. W końcu stali bywalcy wiedzą jak aktywna była dupa. Bo Dżedaja to ja nie wiem czemu nie widuję. Aaaa! Już wiem, on też pracuje chyba. Widzicie zależność?
W którymś momencie jakoś wszyscy zaczynają pracować. Pamiętam że już ze dwa lata temu dziwiłem się ale i podziwiałem ludzi którzy będąc wtedy (jak i w sumie dziś) w moim wieku, pracowali. I nie mówię tu o pracy dorywczej, na chwilę, na weekend, czy na wakacje.
Tak to i ja pracowałem już dawno. Ale mówię tu o takich ludziach którzy naprawdę znajdywali sobie już w miarę stałą pracę. Podziwiałem ich. I podziwiam do dziś. Tylko że zaczynam coraz bardziej rozumieć bo jest coś takiego że jak się zacznie pracować to każdy może w to wsiąknąć bez reszty. Jeśli tylko oddać się pracy to nie jest to tak trudne jak mogłoby się wydawać. Tylko trzeba dobrze pomyśleć gdzie się chce pracować. Ale nie należy bać się pracy.
Tak jak mówiłem, na notkę z prawdziwego zdarzenia będziecie musieli poczekać. Kogo ja próbuję oszukać? Że ktoś tu niby wyczekuje notek na tym blogu? Tak jasne. W końcu taki nieśmieszny blog i taki nieinteresujący i taki do pięt lepszym nie dorastający.